Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

O miejscach bardziej i mniej świętych...

monillion

"Mam tak samo jak ty, miasto moje, a w nim/ najpiękniejszy mój świat, najpiękniejsze dni/ zostawiłem tam kolorowe sny..." -  śpiewał  Czesław  Warszawie.

http://www.youtube.com/watch?v=ePNUSmH3dMI

Mam (tak samo jak ty) swoją listę miejsc  świętych, czyli uświęconych - czym?  obecnością istoty boskiej,  wysokim stężeniem pierwiastka estetycznego,  piękna. Chciałabym kiedyś opublikować listę takich punktów na Ziemi i pozwolić innym dopisywać do niej swoje pozycje. Wyszedłby z tego zapewne interesujący przewodnik.  Oto kilka przykładów: kamienny pomost w Orebiczu na półwyspie Peljesac, skąd widać Korculę, chorwackie miasteczko, w którym na świat przyszedł Marco Polo. Albo  rynek w Sienie (trzeba o zachodzie słońca stanąć u szczytu placu), plaża w Paracuru (patrząc od strony Formuły Uno, czyli restauracji Michela) albo zespół pięciu skalistych turni - Cinque Torri - w okolicy Cortiny D’Ampezzo we włoskich Dolomitach. Mam też parę takich miejsc w Polsce- na przykład - sosnowy las przy plaży w Niechorzu, albo widok z placu Słonecznego na ulicę Śmiałą na  warszawskim Żoliborzu, uliczkę Wieniawskiego tamże lub wjazd na Ostrów Tumski we Wrocławiu przy pałacu biskupim...Lista cały czas się wydłuża. Kilka dni temu dopisałam do niej Rio i Stambuł.

Zanim zapomnę, jeszcze mała notatka o dawnej stolicy Brazylii:

Jak powszechnie wiadomo, Rio ma wiele problemów. Zajmuje wysokie 5. miejsce na liście najbardziej niebezpiecznych miast świata. Dla potrzeb mojego artykułu ustalałam liczbę zabójstw,  dokonanych tam w ubiegłym roku. W statystykach Biura Bezpieczeństwa Publicznego (IPS) trafiłam na pozycję „5400 przypadków”, co wydało mi się niemal niemożliwe, jak na kraj, w którym nie ma wojny (i właściwie nigdy nie było), oraz miasto, odwiedzane przez 3 miliony turystów rocznie.

Skonsultowałam się ze znajomym profesorem socjologii, mieszkańcem Rio, który zawodowo bada problemy bezpieczeństwa brazylijskich miast.  Odpisał mi, że cytowana przez Biuro Bezpieczeństwa Publicznego  liczba jest rzeczywiście niewłaściwa, bo powinna wynieść 7100 ofiar(!!!) tylko w ubiegłym roku. Okazuje się, że chłopaki z IPS liczą tylko tzw. homicidios dolosos, czyli zabójstwa intencjonalne, a tu trzeba jeszcze dorzucić zabójstwa w wykonaniu policji, przy napadach rabunkowych i zgony w wyniku zranień.

Nie znałam tych danych, gdy rano o siódmej rano zabrałam moją córeczkę na spacer wzdłuż Copacabany, ale pewno, gdybym mi je ktoś przytoczył, nie zmieniłabym planów. Bo te statystyki oczywiście nie przekładają się na atmosferę turystycznej dzielnicy o poranku; choć podobno akurat Copacabana potrafi pod tym względem zaskoczyć.  Przed przyjazdem do Rio słyszałam opowieści, że na spacer po słynnej plaży chodzi się „na ubogo”, tylko w ręczniku (najlepiej w używanym,  panie). Tej informacji natomiast na pewno nie słyszał niemiecki turysta, który wieczorem kuśtykał wzdłuż wybrzeża, trzymając w zaplecionych z tyłu rękach  wypasionego Nikona D5000. Jakoś nikt się na niego nie rzucał...

------------

I jeszcze ciekawa informacja z dzisiejszego "NY Times'a":

Amerykanie oczyścili swoje bary z papierosowego dymu,  a teraz wprowadzają  tam broń. Cztery stany, Tennessee, Arizona, Georgia i Virginia jednym aktem prawnym wróciły do czasów Wyatta Earpa-  w barze można teraz się napić paru głębszych, mając przy sobie naładowanego gnata. Rzekomy argument  wytoczony przez, jak zwykle, prężną i skuteczną lobby producentów broni, to prawo do obrony przed niebezpiecznymi osobnikami, którzy żadnymi przepisami się nie przejmują. „Jesteśmy zaczepiani, napadani i musimy się bronić” – mówi gostek wspierany przez NRA ( National Riffle Association). Genialne rozumowanie. Zgodnie z tą logiką, myślę, że należałoby zalegalizować noszenie karabinów maszynowych, granatów i pancerfaustów- bo nigdy nie wiadomo, co może się przytrafić człowiekowi, gdy  wychodzi podkuty z baru.

Teoretycznie właściciel naładowanej broni ma zakaz spożywania alkoholu, ale wiadomo, że wszystko zależeć będzie od jego dobrej woli. Żaden barman nie zrobi nikomu rewizji przed podaniem drinka.  NRA  powinna powalczyć  po prostu o jeszcze jedną poprawkę do amerykańskiej konstytucji, czyli  nakaz dozbrajania każdego obywatela USA już na trzy dni po narodzinach. Nigdy nie wiadomo, czy broń się nie przyda, jak mamusia będzie za dużo wymagać...

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci