Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

O wyższości Powązek nad Pere Lachaize...

monillion

- Tatusiu, a dlaczego oni tu wszyscy umarli? – zapytał malec wczoraj  na Powązkach. Nie dosłyszałam, czy tatuś poradził sobie z odpowiedzią. Przesuwaliśmy się wzdłuż katakumb – wypatrując grobu Pawła Jasienicy i idąc w stronę miejsca, gdzie pochowana jest mama. Poszliśmy późno, by zobaczyć cmentarz w świetle płonących zniczy. Niedawno na jakiejś imprezie usłyszałam od kogoś, że  Powązki nie umywają się do paryskiego Pere Lachaize. Pewno takie zestawienia są w ogóle zbędne, ale dla mnie Cmentarz Powązkowski to jedno z najbardziej magicznych miejsc w Warszawie, dużo ładniejsze od paryskiej nekropolii.

Dziś z kolei byłam sama na Wojskowych Powązkach. Chciałam zapalić świeczkę przy dwóch grobach i zanim tam dotarłam, zobaczyłam niedaleko od wejścia, po lewej stronie dość oryginalną rzeźbę. Od tyłu wyglądała jak miniatura Chrystusa Zbawiciela ze szczytu Corcavado w Rio de Janeiro. Też wyniesiony na cokole, miał rozłożone ręce, ale  rozmiarem dorównywał dorosłemu człowiekowi (podczas gdy brazylijski raczej dorównuje Godzilli) .  Gdy podeszłam bliżej, okazało się, że to grób Marka Kotańskiego. Zatrzymałam się na chwilę,  myśląc o tym, jak nagle odszedł i o tym, że śmierć czasem tak bezsensownie się śpieszy ze swoją robotą... I gdy tak stałam podeszły trzy starsze osoby- dwie kobiety i jeden mężczyzna.

-       Ten to głupio umarł...- zagadał facet

-   Człowieku, ale za to jak mądrze żył! -pomyślałam

I jeszcze  piękne pytanie Leszka Kołakowskiego, wspomniane wczoraj przez Adama Michnika: “Jak to jest Adam, że przyzwoici ludzie umierają, a łotry żyją?...”

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci