Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Robiłem to, bo wstydziłem się tego nie robić...

monillion

„Optymiści żyją tak długo jak pesymiści, tyle że weselej" – powiedział dziś profesor Władysław Bartoszewski podczas promocji nowej książki ukazującej się nakładem PWN pt. „I była dzielnica żydowska w Warszawie”. Spotkanie prowadził jakiś dziennikarz, który miał wyraźne trudności z przebiciem się z pytaniami. Wystarczyło, że zadał jedno, a otrzymywał odpowiedź na dziesięć dodatkowych. Bartoszewski mówił długo i ciekawie, płynnie przesuwając się bliżej lub dalej tematu, nawiązując do różnych epok i historycznych wydarzeń, cytując anegdoty i powiedzonka, które zawsze ma pod ręką, opowiadając o ludziach, narodach i o swoich własnych doświadczeniach. Jest charyzmatycznym mówcą, który sam siebie inspiruje do otwierania kolejnych rozdziałów wypowiedzi. Myślę też, że teraz już tylko podsumowuje i choć trochę nie pasuje mi to, jak wyraziście zaangażował się w bieżącą politykę (może raczej chodzi  o styl kilku wypowiedzi), to nadal słucha się go jak mędrca. Z uwagą i wielką przyjemnością. Zrobiłam z tego spotkania kilka notatek:

-       zawsze trzeba pomagać słabszym – tym się kierował, co przypomniało mi, że to była  podstawowa nauka, którą zawsze przekazywałam swoim dzieciom. Wbijałam im do głowy, że jak kogoś przy nich krzywdzą, mają stanąć w jego obronie, a  jeśli kiedyś by mnie w tym zawiedli, byłoby to  strasznie rozczarowujące. Chyba starałam się też przy okazji ustrzec przed doświadczeniem tego, że moje dzieci mogłyby same kogoś krzywdzić, a to byłoby jeszcze bardziej okropne.

-       Robiłem to, bo wstydziłem się tego nie robić-  o pomocy Żydom w czasie drugiej wojny. Piękne... tylko cytować...

-       2. Października 1940 roku gubernator dystryktu warszawskiego Ludwig Fischer podpisał oficjalne zarządzenie o utworzeniu getta wraz z załącznikiem wymieniającym ulice graniczne "dzielnicy żydowskiej". W tym czasie Bartoszewskiego nie było już w stolicy, bo od 11 dni był więźniem numer 4427 w obozie  koncentracyjnym Auschwitz- Birkenau.  Opowiadał jak wraz z grupą 5000 dorosłych mężczyzn, on -18letni chłopak - stał na placu apelowym,  patrzył jak SS-mani katują i na ich oczach zabijają kolejnych ludzi. Nie zrobił nic, tak samo jak reszta. Bał się. Bali się wszyscy.

-       Zwyczajność nie zwalnia od przyzwoitości- to ostatnia notatka na dziś...

 

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci