Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

O tym, co można wtoczyć do najcenniejszego skarbca Anglii i o rzekomych knowaniach Jose Mourinho...

monillion

Od kilku tygodni wszystkie  portale informacyjne świata komentują rychłe zaślubiny dwójki sympatycznie wyglądających obywateli Wielkiej Brytanii, którym na tę okazję udostępniono miejsce wyjątkowe –  najpiękniejszą świątynię Londynu, czyli Opactwo Westminsterskie.

Polecam wszystkim, którzy jeszcze nie mieli okazji tego zrobić, aby będąc w Londynie, czym prędzej udali się do kolejki przy Dean’s Yard, wypożyczyli elektroniczny przewodnik (audioguide) i spędzili godzinę lub dwie w mrocznych, kamiennych alejkach Kolegiaty Św. Piotra z Westminsteru. To wyprawa w przeszłość, podczas której za wehikuł czasu służą cudowne prace artystów zatrudnianych przez kolejno panujących władców Królestwa Anglii.  Kaplice Henryka VII, Św. Edwarda czy  Jana Chrzciciela, rzeźby, freski, grobowce – wszystko skryte w półmroku i ciszy, która dziś obejmuje tyle dramatycznych rozdziałów długiej historii tego kraju. I te groby oraz nagrobne pomniki... Chaucera, Szekspira, Donne’a, Blake’a... już sama lista nazwisk wystarczy, by poczuć się tam dobrze i z optymizmem pomyśleć o ludzkiej rasie. Dla mnie to jeden z największych skarbów naszej kultury. Naszej... jak to dobrze brzmi...

Tymczasem wieczorne wydanie polsatowskich Wydarzeń doniosło, że to słynne miejsce kultu, jest na specjalne życzenie Państwa młodych  ubogacane ... młodymi drzewkami, które są tam właśnie wwlekane w doniczkach na kółkach. Jak poinformował szczęśliwy ogrodnik, który załapał się na królewską fuchę, każda micha waży  około 500 kg. Ciekawe, co na to stare marmurowe posadzki, po których stąpali osobnicy koronowani  tam przez ostatnie 945 lat? Podobno młodzi chcą w ten sposób ocieplić atmosferę tego miejsca... Ok, yeah, right ... I guess I don’t get it...

Sprawa drzewek zgrabnie przenosi mnie do następnego tematu, czyli wspólnego wysiłku setek redaktorów gazet i portali, które są codziennie zapełniane materiałami z popularnego działu pt. ‘Will and Kate’. Książę poślubia Kopciuszka (który występuje w wersji soft, czyli wykształcony, niebiedny i do tego otoczony kochającą rodziną) w bajecznej scenografii wyżej wymienionego opactwa i Pałacu Buckingham. Wszystkiemu przyglądają się (z bliska) zaproszeni na uroczystość - znani i możni tego świata oraz (z daleka) lud zgromadzony przy telewizorach, w liczbie około 2 miliardów par oczu. Nad całym wydarzeniem, jak miecz Damoklesa, wisi przeznaczenie, którego lśniące ostrze raz w lewo, raz w prawo, raz lepiej, raz gorzej, squeak, squeak.... Życzymy państwu młodym dużo szczęścia. Będzie im potrzebne, by dali radę histerii angielskich brukowców.

Póki co jednak jest okazja, żeby porozstrząsać kilka ‘ważnych’ kwestii, takich jak, na przykład, kto i dlaczego otrzymał (lub nie otrzymał) zaproszenie, co poda królewski kucharz albo w czym wystąpi panna młoda. Ta ostatnia kwestia jest mniej inspirująca niż to w jakiej sukience wystąpi, zaproszony na imprezę, urzędujący premier David Cameron. Okazuje się, że planował on błysnąć nowoczesnością,  odciąć od snobistycznie wyelegantowanych wyższych sfer i wystąpić, na znak jedności z prostym ludem, w tzw. business suit, czyli dobrze skrojonym garniturze, a nie ‘morning sjucie’, inaczej zwanym frakiem. Taki miał zamiar dopóki go nie oświecono, że na takie okazje „zwykli ludzie”, do których aspiruje, zawsze ubierają się elegancko i dostosowują do wymogów gospodarzy, a jego postawa jest dowodem na zerwanie łączności z Ziemią. Myślę, że na Downing Street specjalna komórka pracuje nad wybraniem najlepszego wyjścia z tej patowej sytuacji.

Kolejny temat dręczący rozlicznych publicystów, to  porównywanie obecnej wybranki do jej słynnej poprzedniczki.  Barwne życie i dramatyczny koniec księżnej Diany to idealny punkt wyjścia do rozważań nad szansami na szczęście (albo chociaż względną normalność) przyszłej księżnej Kate. Według większości ekspertów w tej materii – szanse istnieją ze względu na różnice wieku, wykształcenia i psychicznej równowagi obu niewiast oraz, co jest często podkreślane,  wrażliwości ich partnerów. Podobno książę William ma inne podejście do swojej wybranki niż ongiś jego ojciec Karol, który żenił się, bo musiał, a kochał gdzie indziej. Jednak szanse to nie wszystko, bo nad młodą parą wisi fatum rodziny, w której chyba niewielu miało szczęście być w pełni szczęśliwymi. Nadmiar obowiązków i przywiązanie do konwenansów na pewno temu nie sprzyjają.

Co poza tym? Gdzieś po drodze mignął mi przemawiający do Amerykanów Ben Bernanke, którego słowa jutro wybrzmią echem na rynkach świata,  a teraz króluje Real i Barca. Czy to możliwe, że Mourinho kazał zapuszczać trawę na Santiago Bernabeu, by drużynie Messiego gorzej się grało? Czy szybkie, krótkie podania - znak rozpoznawczy  Katalończyków – stają się wolniejsze, gdy kosiarki Realu ustawi się  na  wyższy poziom? Na razie „ sero a sero y esperamos”...


© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci