Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Czy poetka może wieść na pokuszenie?

monillion

 Okazuje się, że może, czego doświadczam, czytając „Lektury nadobowiązkowe” Wisławy Szymborskiej, wypożyczone z biblioteki publicznej na Żoliborzu. Kusi mnie bowiem, by tę książkę „zagubić” i przynieść do biureczka pana bibliotekarza na Śmiałej dziesięć innych woluminów w zamian, po czym  z pokorą poddać się karze finansowej, jeśli taka zostanie wymierzona na dokładkę. Taki podstępny plan mąci moje czyste sumienie od chwili, gdy okazało się, że pozycja ta  jest niedostępna w księgarniach. Cała nadzieja w Allegro, który może ocali moją potępioną duszę.

            Mam w domu kilkaset  pięknie oprawionych książek, niektóre z nich uznane za bestsellery, ale ta niepozorna lektura w pomarańczowej okładce z dwoma aniołkami w medalionie, mogłaby stanąć w szeregu tych najbardziej obowiązkowych i być klejnotem w kolekcji. Chociaż chyba najchętniej pozostawiłabym ją w stosie książek koło mojego łóżka, bo wtedy łatwo sięgnąć po nią przed snem.

            Czytałam w internecie dość zabawną recenzję tego zbioru felietonów poetki. Jej autorka skrytykowała wybór lektur – że nudne, nieciekawe, choć interesująco komentowane –  co w sumie trochę wynagradza czytelnicze rozczarowanie.

            „Lektury” są warte czytania wyłącznie dlatego, że stają się pretekstem  do inteligentnych, zabawnych rozważań Szymborskiej związanych (bliżej lub dalej) z omawianymi książkami. Nie tylko jest to okazja, by spotkać się z jej poglądami, erudycją i błyskotliwym humorem, ale przy okazji, by zachwycić się poetyckim spojrzeniem na język.

             Na przykład gdy pisze o publikacji Bernardha Jacobiego „Tajemnice świątyń i pałaców”, Szymborska  zastanawia się nad luką w literaturze historycznej, czyli  nieistniejącym działem książek, poświęconych trudnemu dziełu burzenia i niszczenia dorobku poprzedników, któremu to zajęciu, z zapałem i poświęceniem godnym lepszej sprawy, oddawały się przez wieki hordy wojowników i nieuzbrojonej gawiedzi. Wylano do dziś hektolitry atramentu na opisy sposobów budowania miast i świątyń, „natomiast sposobów zrównywania ich z ziemią nikt  szczegółowo nie omawia. A przecież od jednego pchnięcia mury się nie rozlatują.”- pisze Szymborska i ma  rację. Żeby zrównać z ziemią Kartaginę trzeba się było nieźle naharować.   Plądrowanie Konstantynopola w XIII wieku przez krzyżowców też nie trwało jedną noc.  Ile to wysiłku trzeba było włożyć, by na przykład zedrzeć wszystkie brązowe płyty pokrywające niegdyś kamienny obelisk w południowej części Hipodromu, albo żeby wywlec z miasta słynną „kwadrygę”, czyli czwórkę koni odlanych z brązu i przewlec ją na drugi kraniec ówczesnego świata, czyli na plac Św Marka do Wenecji. Z jakim trudem przez wieki „homo destructor”, jak określa go Szymborska, „rozbijał, obtłukiwał, łamał, deptał”, z jakim zapałem niszczył to, co ktoś inny zbudował, namalował czy wyrzeźbił. Echa tych rozmyślań można znaleźć w wielu jej wierszach.

            Felieton poświęcony ptakom pokojowym, których katalog trafił na biurko Szymborskiej w 1974,  rozpoczyna takim stwierdzeniem: „Ptaki pokojowe tym różnią się od drobiu, że trzymamy je w klatkach wyłącznie dla estetycznej przyjemności. Rzecz jasna – naszej, o przyjemności ptaków skazanych na widok swoich właścicieli nic mi nie wiadomo.” A tekst o   „Małym atlasie róż” kończy  refleksją: „Podobno w czasach Konfucjusza w bibliotece cesarza było aż 600 dzieł o hodowli róż. W moim księgozbiorku znajdzie się ten jeden tylko albumik, jako wyraźny dowód, że nie jestem cesarzem chińskim.”

            Jeśli miałabym wybrać tylko jeden z tych felietonów jako najlepszą próbkę talentu Szymborskiej,  to  pewno byłby nią wykład o tym, dlaczego poeta nie czerpie przyjemności z naukowych wywodów historycznych, przeprowadzony z okazji wydania „Historii Bliskiego Wschodu w starożytności” Julii Zabłockiej. Mądre, piękne i godne polecenia.

            Właśnie się dowiedziałam, że na Allegro można to zamówić. Uff, kamień z serca...

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci