Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

O tym, że wszystkie drogi prowadzą do Szwajcarii....

monillion

            Moja urocza koleżanka, Zosia, z którą miałam przyjemność kilkakrotnie pochylać się nad sensem życia w cieniu brazylijskiego mangowca i którą podziwiam szczerze za odwagę w  kitesurfingowej konfrontacji z falującym żywiołem,  przesłała mi dziś płytę ze zdjęciami. Wsadziła ją do książki, a następnie do koperty i nadała pocztą. Książka została przez Zosię wybrana nieprzypadkowo, bo kiedyś zdarzyło nam się o niej rozmawiać i stąd mam dziś jej angielską wersję w moim domu.

               Dzieło  Maxa Frischa pt. „Homo Faber” już kiedyś trafiło w moje ręce, ale poza tym, że było świetne, niewiele z niego pamiętam. Dziś zerknęłam do pełnej błędów (jak słusznie przypomniał mój kolega Adam Synowiec) Wikipedii, żeby ustalić kiedy książka została napisana. Przy okazji dowiedziałam się, że jej autor urodził się w roku 1911 w Zurichu, gdzie spędził większość z 80 lat swojego życia.

            Wydało mi się to ciekawe, bo wczoraj właśnie wypożyczyłam z I-Tunes film „Niebezpieczna Metoda” opowiadający o związku Carla G. Junga z Sabiną Spielrein i Zygmuntem Freudem. Jung również spędził w Zurychu wiele lat i tam też umarł równo 30 lat przed swoim szwajcarskim rodakiem Frischem.  

            Żeby było jeszcze ciekawiej –  od kilku dni czytam wieczorami doskonałą biografię Einsteina pióra Waltera Isaacsona  (niedawno opublikował bestseller o Stevie Jobsie), której też spore fragmenty opisują Zurych, gdzie Einstein studiował i starał się o pracę.

            Jung uważał, że sytuacje, które nam wydają się zupełnie przypadkowe, czyli tak zwane zbiegi okoliczności, często mają ukryty sens i wynikają z różnych praprzyczyn, które wcale przypadkowe nie są. Czy to, że moje rozmyślania wracają do Zurychu, coś oznaczają? Czy to zwykły przypadek, że wszystkie drogi ostatnio prowadzą do Szwajcarii?

            Przy okazji – polecam dzieło Isaacsona. Jego świetne pióro i talent do barwnego przedstawiania nawet najbardziej skomplikowanych zagadnień z zakresu elektrodynamiki i wyższej matematyki sprawia, że nawet taki politechniczny inwalida jak ja, jest w stanie ogarniać geniusz Einsteina i problemy naukowe, z jakimi się mierzył.  Choć i tak najbardziej zapamiętuję to, jakim był człowiekiem.

            Niełatwym, podobnie jak Jobs, zresztą. Ale o tym przy następnej okazji...

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci