Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Good old New York!!!

monillion

            W  Polsce egipskie upały, a w Nowym Jorku polskie chłody. Czy to normalne? Pamiętam majowe weekendy na Manhattanie jako najprzyjemniejsze fragmenty roku, w klimacie, który znany jest przecież z różnych, przykrych fanaberii.

            Odwiedzam to miasto po kilkuletniej przerwie i z radością obserwuję, jak się zmienia. Jest coraz lepiej i ładniej, mimo obecnego kryzysu i okropnego wejścia w nowe stulecie. Manhattan wygląda tak, jakby miał za sobą okres dziesięcioletniej prosperity i nigdy  nie pojawili się tu fanatyczni szaleńcy za sterami uprowadzonych boeingów ani opętani mamoną bankierzy. Tylko na ulicach więcej policjantów.

            Na każdym kroku widać postęp –wyremontowane stacje metra, odnowione całe kwartały ulic, setki nowych budynków, sklepów i restauracji. I nowojorczycy, jak zwykle, uśmiechnięci, uprzejmi i mocno zabiegani. Nawet ci, którzy protestowali,  idąc w marszu Occupy Wall Street -  byli kulturalni i tolerancyjni dla tych, którzy szli w przeciwnym kierunku. Od razu poczułam się tu jak za dawnych czasów, czyli jak w domu. Szczególnie, gdy wjechaliśmy do Soho i nasze wejście do wynajętego mieszkanka przebiegło tak, jakby reżyserował je Woody Allen we własnej osobie.

            Gdy dotarliśmy na Mercer Street  pod wskazany adres, powitał nas pies, szczający ze schodków przeciwpożarowych  na piętrze wprost na chodnik obok, odklejona Kolumbijka na piętnasto- centymetrowych szpilach ze swoim podstarzałym i dowcipnym bojfrendem Mazurem. Jak twierdził jego rodzina przeprowadziła się do Ameryki w początkach XX wieku z ‘Mazuria’ i stąd jego nazwisko. Do tego wśród rekwizytów znalazły się dwa komplety niepasujących kluczy, a w scenariuszu zwiedzanie różnych pięter naszego budynku w poszukiwaniu właściwego apartamentu. Dodam, że nasz klucz pasował też do innych mieszkań. Poczułam się jakbym była na scenie dobrej komedii  na Broadwayu. I o to chodzi. Always crazy New York!!!   

Piękny dzień, gdyby nie fakt,  że od rana muszę się odcinać. Najpierw od  poglądów mojego krewnego Filipa Libickiego na temat mniejszości seksualnych, a potem od gustu muzycznego moich rodaków, którzy wybrali jakiś żenujący kawałek na hymn Mistrzostw Europy.  Mój syn ma pretensje do mnie, że go urodziłam w Polsce , a przecież mogłam w USA. Nie musiałby się wstydzić... No i co tu robić? ... 

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci