Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Dwa "Pokłosia" w kinach...

monillion



Widziałam w ten weekend "Pokłosie". Nie czytałam wcześniej żadnych recenzji, bo chciałam ocenić go sama, bez podpowiedzi krytyków. Teraz wzięłam do ręki prasę z ostatniego tygodnia i nie wiem, czy w kinach przypadkiem nie grają dwóch  wersji „Pokłosia”. Z pewnością  widziałam inny film niż ten, który krytykuje Wprost, Rzeczpospolita i  inni.

W "mojej wersji" to  film ważny i potrzebny, pokazujący wycinek naszej trudnej historii, osadzając ją zarazem we współczesności; współczesności, która sobie z tą historią poradzić nie umie, a właściwie nie umiała do niedawna. Na szczęście to się zmienia - dzięki wielu ludziom, takim  jak Anna Bikont, która o tym napisała książkę, Barbara Engelking, która nad tymi historiami pracuje naukowo, czy Pasikowski i Stuhr, którzy zainspirowani nimi, tworzą film i próbują zmierzyć się z tym tematem poprzez sztukę.

Film ma dobry scenariusz, dialogi nie brzmią sztucznie, (co jest w naszym kinie rzadkością), Edelman zadbał o doskonałe zdjęcia – a Pasikowski o tempo i napięcie. Film  opowiada dwie historie. Jedną - o tym, co działo się między polskimi i żydowskimi sąsiadami na wschodzie Polski w czasie wojny i tuż po niej. A druga – mówi o odkrywaniu tego, co się wtedy wydarzyło - o latach życia w zakłamaniu, poczuciu winy, o  wypieraniu popełnionej zbrodni ze zbiorowej świadomości, o tym, że odkrywanie prawdy wymaga odwagi, że zmierzenie się z nią – również. Jeden z bohaterów filmu płaci za to najwyższą cenę, drugi w prawdzie odnajduje sens swojego życia.  „Nie zmienimy całego kurewstwa tego świata, ale przynajmniej nie przyłożymy do tego ręki”- mówi.

Tymczasem w prasie wyczytałam , że ...to ‘nieudany thriller’. Szczerze mówiąc, do głowy mi nie przyszło, że tak go można zakwalifikować.  W internecie znalazłam definicję tego słowa: „dreszczowiec (ang. thriller) – rodzaj utworu sensacyjnego, powieści, filmu lub serialu telewizyjnego, mającego wywołać u czytelnika bądź widza dreszcz emocji”.  Jeśli ktoś uznał, że celem tego filmu było wywoływanie dreszczyku emocji, to chyba nic z niego nie zrozumiał. Może raczej dreszczów, towarzyszących gorączce, która czasem wywołana jest ogromnymi emocjami. Pasikowski w tym obrazie dotyka niezwykle bolesnej historii, która porusza i zmusza do myślenia, a nie robi żadnego thrillera.

Kolejny chyba-zarzut- ... że to nie Jedwabne. Jak rozumiem, Pasikowski zrobił fabułę opartą na wydarzeniach, które rozgrywały się na polskich wsiach, również w Jedwabnem i pokazał to w sposób niedosłowny. Stworzył pozornie nieprawdziwy świat, w którym odbijają się najprawdziwsze emocje, ludzka podłość  obok szlachetności, a nienawiść obok dobroci. Moment, w którym główny bohater dowiaduje się, że jego ojciec, którego kochał i szanował – był równocześnie zbrodniarzem i potworem, jednym z głównych prowodyrów linczu na żydowskiej społeczności – jest wstrząsający i uniwersalny. A że nie zgadza się drzewo, droga i nazwa- nie ma tutaj absolutnie żadnego znaczenia. A jeśli dla kogoś ma – to  przypominają mi  się natychmiast kłótnie o to, ilu Żydów spalono w jedwabieńskiej stodole. Tak jakby ich liczba – mniejsza niż podał Gross- miała zmniejszać ciężar zbrodni.

Następny zarzut –... że wieśniaków pokazał prymitywnych. Polecam wycieczkę na jakieś konkretne, polskie zadupie. Nie różni się ono specjalnie od zadupia amerykańskiego, brazylijskiego czy rosyjskiego. Szczególnie nie różni się od zadupia naznaczonego wieloletnią biedą. Jego mieszkańcy na okładki Elle raczej się nie łapią. A przecież nawet w tym pasikowskim zadupiu nie wszyscy są jednakowo szczerbaci i ohydni, nie wszyscy zapici i okrutni. Ktoś, kto tak twierdzi widział inny film. Proboszcz, pielęgniarka, staruszka w lesie i dwaj bracia – to postaci, które dają nadzieję i są po dobrej stronie mocy.

No i ostatni zarzut – najbardziej idiotyczny- ...że film ‘umniejsza Polaków i godzi w nasze dobre imię’. Ach te nasze wieczne kompleksy! Co o nas pomyślą, co o nas powiedzą! Zewsząd słychać narzekania, że ten film nie pokazuje kontekstu, biednych Polaków mordowanych w czasie wojny i tych, którzy Żydom pomagali!

Nie pokazuje, bo jest o czym innym!!! Niech ktoś zrobi dobry film o biednych Polakach – też go chętnie zobaczę i podziękuję reżyserowi. Zresztą takich filmów  powstało już sporo i oglądaliśmy je latami, bo to była jedyna obowiązująca wersja przez lata powojenne i PRL. A dlaczego Pasikowski wziął się za ten temat? Bo myślę, że podziela pogląd młodszego z dwóch braci – ... „że z nich tu już nikt żywy nie został”, by  samemu takie filmy kręcić.

Nie wiem, kto jest śmieszniejszy – Czesław Bielecki, który  film widział i czuje się nim urażony, czy Jarosław Kaczyński – który go nie widział, ale też się czuje urażony. Jeśli Pasikowski ich obraża, to znaczy, że identyfikują się z tym prymitywnym i okrutnym chłopem, który dla zysku zarżnął swojego sąsiada, a teraz ze strachu morduje niewinnego chłopaka, bo ten zadaje za dużo pytań. Mnie jest dużo bliższy Józek Kalina i mam nadzieję, że takich jak on wśród nas jest więcej.

Co tu może  obrażać? Czy Bielecki się obraża na rzeczywistość – że prymitywy są wśród nas? To niech się Czesław przejedzie na wioskę jedną czy drugą, albo przejedzie miejskim tramwajem (bo przecież nie tylko o wieś tu chodzi, w miastach bywa równie pięknie), niech pokręci się tam, gdzie kobieta morduje siódemkę dzieci, a cała społeczność odwraca głowy...

Na koniec niestety przeczytałam recenzję publicysty ‘niepokornego’ Zdorta,  którego od lat trudno mi słuchać, ale to co napisał teraz, przerzuca go do innej kategorii. Zdort pisze, że na filmie się śmiał, bo to, co widział „było  niewiarygodne”. Zakładam, że Zdort nie był pijany, ani nie stuknął głową w ścianę przed  kinem. Wobec tego muszę posądzić go o skrajny brak wrażliwości lub zwykłą głupotę, bo jak inaczej tłumaczyć to, co wypisuje. Wypisując, wpisuje się jednak doskonale w cały nurt głosów uznających ten film za „biczowanie narodu polskiego”.  Gontarczyk pisze „w normalnym kraju zareagowałyby władze państwowe, a paszkwil i paszkwilanctwo dotknęłaby społeczna anatema.”

W Stanach Zjednoczonych, które dla prawicy są ideałem i ziemią obiecaną, powstał cały szereg filmów piętnujących, na przykład, rasistowskie zbrodnie popełniane w pierwszej połowie ubiegłego stulecia. Na ogół pokazują one podobny schemat: zgodę na przemoc i mord prymitywnej lokalnej społeczności, przeciwko której występuje pojedyńczy bohater,  niejednokrotnie przegrywający z siłą, chamstwem, nienawiścią i złem.  Nie słyszałam, by reżyserom „Missippi Burning”, „Zabić Drozda” , „Koloru Purpury” czy „Cotton Clubu” zarzucano, że biczują amerykański naród. A filmy, które pokazywały amerykańskie zbrodnie w Wietnamie? Toż, wg polskich prawicowych kryteriów,   “Czas Apokalipsy”, jest zbrodnią i zamachem na cały naród amerykański. Według Coppoli przecież – amerykańscy żołnierze to mordercy i psychopaci.

Brazylijczycy kręcą filmy o przemocy w fawelach. Pokazują okropny świat nędzy i pogardy dla ludzkiego życia. Tym filmom nie towarzyszy narodowa histeria- pod hasłem- „zdrada i obraza naszego narodu”!

Jestem Polką, kocham ten kraj i wcale nie czuję się upokorzona tym filmem. Jego smutna, straszna historia jest częścią całego wielkiego dziedzictwa, z którym przychodzi  nam tutaj, między Odrą i Bugiem, się mierzyć. I nie obchodzi mnie szczególnie, co na ten sam temat w swoim kraju robią Słowacy czy Francuzi.

Dla mnie „Pokłosie” jest filmem, który powinien zobaczyć każdy- po to, by w przyszłości już to się nie powtórzyło. Ani na nas, ani na Żydach, ani na żadnej innej grupie społecznej czy religijnej. To film wstrząsający, a  Józek Kalina – to jeden z najpiękniejszych polskich bohaterów. I za to Pasikowskiemu dziękuję.

A do całej hordy prawicowych krytyków i obrońców naszego narodu mogłabym mieć prośbę—zostawcie tę naszą Polskę w spokoju! Nie brońcie jej tak zażarcie, bo od waszej obrony ona  coraz bardziej błotem obryzgana, coraz więcej  brunatnych plam na jej biało-czerwonym płaszczu. Nie martwcie się, ona obroni się sama, dzięki takim ludziom jak Kalina i jego brat.

Oczywiście wiem, że ten apel pozostanie bez echa. Zupełnie jak słowa proboszcza do uroczych wiernych zebranych pod kościołem w nocy, by ‘bronić’ macew, które bracia próbują wywieźć. Ten groźny, ponury tłum – znów wyszedł na drogę. Teraz mówi, że ‘broni’ Polski.

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci