Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Z brazylijskiej ulicy...

monillion

Rozmawiałam dziś z Lali, moją nauczycielką portugalskiego, która mieszka w Rio. Miała w nocy spotkanie z Tropa de Choque, tamtejszą policyjną jednostką szturmową. Wracali przez ulice Lapy po manifestacji i w pewnym momencie zeszli z głównej alei. W bocznej uliczce trafili na uzbrojonych po zęby policjantów, w maskach i z tarczami. Tropa de Choque z reguły zajmuje się gangami w favelach, więc ma konkretne biało- czarne widzenie rzeczywistości. Ale była noc, ulica pusta, spokój, a Lali nie wygląda na kogoś, kto może zagrażać porządkowi publicznemu. – Rozmawiałaś z nimi może? – zapytałam. Popatrzyła na mnie jak na kosmitę – Nie, Monika, z nimi się nie rozmawia. Jak sie pokazują, to znaczy, że będą atakować. Oni nie są od rozmów tylko od strzelania. Po prostu uciekliśmy stamtąd.

Chwilę później zobaczyli kilku bandytów, ktorzy rozbijali szyby i niszczyli witryny sklepowe. Twarze mieli zakryte chustkami, zachowywali się bardzo nerwowo. Gdy ktoś z maszerujących demonstrantów ich pogonił, rozbiegli się w ciemność. Jak szczury. Tacy ludzie są doskonała wymówką dla policji i władz. Mogą potem mówić o aktach wandalizmu. Lali mówi, że policja zachowywała się fatalnie tej nocy. Na jej oczach strzelali gazem łzawiącym w pokojowo nastawiony tłum.

  W brazylijskiej telewizji była niedawno emitowana reklama fiata. Pokazuje ona plaże  w Rio z Głową Cukru, słynną górą na pierwszym planie. Nagle skaliste zbocza góry zaczynają się ruszać, pękać i powoli skała podnosi się, przybierając kształt gigantycznej postaci, która wchodzi w ocean. Do tego jest napis –gigant się przebudził.

             Właśnie oddałam tekst do Newsweeka o przebudzeniu giganta i o tym, że Brazylijczycy pokazują swoim rządzącym czerwoną kartkę. Mają dość bezkarności i bezczelności polityków. Chcą zmian i poprawy stanu państwa, które choć nominowane na oficjalnego tygrysa obu Ameryk, to jednak zawodzi beznadziejnie w wielu obszarach. Począwszy od fatalnej publicznej służby zdrowia, przez edukację (oficjalnie analfabetyzm jest na poziomie 10%, ale myślę, że kwalifikowałoby się tu kolejne 10 albo 20 -bez podstawowej wiedzy o świecie dalszym i bliższym), po transport, biurokrację, korupcję, brak przejrzystości na wszystkich szczeblach władzy, przemoc i przestępczość, a także brak możliwości awansu społecznego wśród najuboższych. Od lat wszyscy wiedzą, że jest źle  i wszyscy narzekają na polityków, ale jak dotąd wydawało się to po prostu fragmentem brazylijskiego pejzażu, takim samym jak palmy, plaże czy iguany. Wszyscy moi brazylijscy znajomi wydawali się to akceptować ze stoickim spokojem, uśmiechem i tolerancją dla niedoskonałego świata.

Okazuje się jednak, że tam gdzie diabeł nie może, tam pośle leśnych dziadków z FIFA. Panowie wymyślili Mundial w Brazylii, do tego prezydent Lula wykazał się brakiem zdrowego rozsądku i Brazylia wzięła sobie na głowę organizację dwóch kosztownych imprez, niemal rok po roku. Tak jakby nie było wiadomo, że nikogo na to nie stać, nawet Brazylii. I stało się. Gdy kolejne miliardy dolarów płynęły na kolejne sportowe obiekty, ludzi – stojących w upale w kolejkach do lekarza, do zatłoczonego autobusu i patrzących na rosnące ceny wszystkiego w sklepach – szlag trafił. Dzięki portalom społecznościowym sami się skrzykują i informują o działaniach policji. Gigant się przebudził.

Nao vai ter Copa!!! Nie będzie Mundialu! – krzyk tysięcy gardeł w środku nocy w Rio- nie wróży dobrze ani temu rządowi ani temu Mundialowi. Kto by przypuszczał, że naród, który tak kocha piłkę, zostanie doprowadzony do takich wniosków.Mają w d... igrzyska, chcą reform. W piłkę to sobie chętnie pograją na plaży, jak trzeba.  

 

 

 

 

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci