Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

O precyzji i jej braku, gdy wygodniej...

monillion

           Przy okazji jednej z licznych dyskusji o wypowiedzi arcybiskupa Michalika na temat  pedofilii,   jeden z prawicowych komentatorów, Piotr Semka,  tłumaczył hierarchę - pośpiechem, brakiem przygotowania i faktem, że dziennikarze  złapali go w przypadkowej sytuacji „w przejściu”. Stąd według Semki ta „nieprecyzyjna wypowiedź”. 

            Semka sam jest mało precyzyjny w zaciekłej obronie Michalika, ponieważ słowo „skandaliczna”, które powinno tu paść zastępuje eleganckim, jak na tę okoliczność, przymiotnikiem „nieprecyzyjna”. Można by się zastanawiać, co jest dla Semki mało precyzyjnego w rozbudowanym tłumaczeniu arcybiskupa, zakończonym sformułowaniem  „gdy dziecko szuka miłości, ono lgnie i jeszcze tego drugiego człowieka wciąga”?  Brakiem precyzji arcybiskup wykazałby się, gdyby, na przykład, hipotetycznie, wyznał, że okazał troskę i współczucie siedmiu pedofilom w sutannach, a w rzeczywistości okazał je siedemnastu. Wtedy można by mówić o nieprecyzyjnych danych biskupa.

Myślę, że Semka doskonale o tym wie i z dużą precyzją dobiera słowa. Dlatego wielokrotnie używa słowa ‘nieprecyzyjna” w odniesieniu do wypowiedzi, która jest skandaliczna, skrajnie szkodliwa, a do tego zupełnie nieprzypadkowa.  Co gorsza, jest ona do bólu szczera, o czym wiadomo od czasów sprawy z Tylawy, gdy Michalik ujawnił pokłady swojej empatii i współczucia dla tamtejszego proboszcza oskarżonego o pedofilię.  (Z tego powodu, między innymi, pastwię się nad tematem, czując, że  zwołana kilka godzin później konferencja prasowa i przeprosiny były jedynie niezbyt przekonującą i wykalkulowaną odpowiedzią na reakcję mediów.)

            Użycie eufemizmu "nieprecyzyjna" przez rozemocjonowanego własną racją Semkę łagodzi ocenę wypowiedzi arcybiskupa i próbuje rozmyć bardzo precyzyjny wniosek, jaki można z niej wyciągnąć: że jeden z najbardziej wpływowych hierarchów naszego kościoła w najlepszym razie nie rozumie na czym polega zło pedofilii; w najgorszym zaś: broni  sprawcy przestępstwa...

            Strategia właściwego doboru słów dla wywołania zamierzonego efektu wśród słuchaczy jest powszechnie stosowana przez wszystkich komentatorów sceny politycznej, ale chyba nikt nie opanował jej tak dobrze jak politycy PiSu i wspierający ich tak zwani ‘publicyści niepokorni’. Na przykład, po tragedii smoleńskiej imię byłego prezydenta wymawiane było tylko i wyłącznie z poprzedzającym je sfromułowaniem ‘świętej pamięci’, nawet jeśli trzeba było to powtórzyć pięć razy w jednej wypowiedzi. Setki razy słyszane ‘świętej pamięci’ miało nie tylko oddać hołd zmarłemu, ale też tworzyć aurę świętości wokół „poległego” prezydenta tysiąclecia. Stale powtarzane teorie o ‘przemyśle nienawiści’ miały zatrzeć wrażenie, że druga strona wyzywająca ministrów spraw zagranicznych od zdrajców Polski, przeciwników politycznych od tych, co stoją razem z ZOMO, a prezydenta Komorowskiego od ‘tego pana’ czy ‘komoruskiego’ -  jest tylko nienawiści ofiarą, a sama nigdy się nią nie kieruje.

Podobna metoda zastosowana była przez ojców założycieli sekty smoleńskiej , a przede wszystkim jej głównego kapłana – Macierewicza. Domaganie się poważnego traktowania hipotez o zmachu, helu, trotylu i pancernych brzozach, częste ich powtarzanie z wykluczeniem równie prawdopodobnej  hipotezy o naciskach brata na brata, by dobrze rozpoczął kampanię i koniecznie lądował – miała wyrobić w narodzie przekonanie, że tragedia wydarzyła się z winy Putina i Tuska. Jak widać po wynikach – są to strategie przetestowane w boju, skuteczne i nie należy się spodziewać ich rychłego porzucenia. Żeby zacytować klasyka od ‘dziadka z Wermachtu’  zawsze jest nadzieja, że „ciemny lud to kupi”.

            Nieprecyzyjnego Semkę również.

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci