Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Bo nie jest stratą, że odszedł, ale zyskiem,że był z nami...

monillion

Dwa dni temu zmarł Andrzej Wajda. Tacy jak ja, którzy nie byli z nim osobiście związani, ale mogli cieszyć się jego talentem, przeżywają tę śmierć, myśląc o tym, co po sobie zostawił i jak spełnione było jego życie.  Przy okazji przypomniał mi się tekst  Wiesławy Grochali z 1973 roku zamieszczony w 'szczygłowej' Antologii Polskiego Reportażu, pt. "Co jest w człowieku, czyli o tych, co więcej czują i bardziej cierpią". Grochala napisała  opowieść o  sławnym, polskim psychiatrze,  profesorze Antonim Kępińskim, nawiasem mówiąc, też pochowanym na krakowskim Salwatorze. Reportaż powstał na podstawie rozmów z ludźmi, którzy profesora znali. Zaczyna się tak: "Na Salwatorze jest najpiękniejszy krakowski cmentarz. Roztacza się stąd szeroki widok na Wisłę, a w dni prawdziwie pogodne można dostrzec nawet dalekie kontury Tatr…" a kończy tym pięknym zdaniem, które wypowiada  pielęgniarka, współpracująca z Kępińskim przez dwadzieścia lat jego życia    "- Bo nie jest stratą, że odszedł, ale zyskiem, że był z nami."

Obejrzałam właśnie wywiad Agnieszki Holland z  Wajdą zrobiony w 2013 roku dla TVP przez Narodowy Instytut Audiowizualny. W czasie półgodzinnej,  ciekawej rozmowy  Wajda opowiada o tym, co pamięta jako największą przykrość wyrządzoną mu przez cenzurę PRL. Chodzi o decyzję, by „Ziemia Obiecana” nie weszła do amerykańskich kin. Film ten nigdy oficjalnie się w Stanach nie ukazał, a  miał wtedy bardzo realne szanse na Oskara. Wajda wspomina rozmowę z producentem –cenzorem (właścicielem praw do filmu), w której bezskutecznie próbował przekonać go do zmiany zdania. Na to Agnieszka Holland odpowiada: - Andrzeju, to był genialny film i ja wiem, że on jeszcze się w USA ukaże. – Tak myślisz? – pyta  Wajda z uśmiechem, w którym dostrzegamy błysk świadomości, kiedy to się może zdarzyć. – To bardzo ci, dziękuję, że tak myślisz; tym bardziej, że tam wracasz. – kończy. To uświadomienie zapisane wtedy  na taśmie filmowej właśnie przechodzi w fazę spełnienia. Może jego arcydzieło  trafi do Stanów z półwiecznym opóźnieniem?

 W wywiadzie pada też pytanie o  Wałęsę. Czemu zrobiłeś o nim film? – pyta Holland. - Bo się nie zgadzam z tymi wszystkimi, którzy na niego napadają. To jest bohater naszych czasów A kto zrobi ten film, jak nie ja? To jest moja rola.

Tymczasem dwa dni temu media zacytowały to, co powiedział poseł na sejm RP, a zarazem przywódca rządzącej partii. Oto najbardziej szokujący wycinek: - „Po pierwsze nie traktujcie Wałęsy serio. To ofiara nowoczesnych czasów. Odgrywał rolę lidera w "Solidarności", ale było to możliwe w ówczesnym specyficznym kontekście. (…) - Poza tym: wielki deficyt intelektualny, wady charakteru, straszna przeszłość przeważyły nad zdolnością polityczną. Kilka razy się zdyskredytował...” (cytat za GW)

Poza podłym stylem, zdradzającym poziom autora tych słów, (o którym Bułhakow napisałby, gdyby akurat pisał, że  był  nie tylko wzrostu nikczemnego, ) pojawia się jeszcze jedna refleksja: czy jest jakaś granica świństw robionych Polsce, której nie przekroczył jeszcze prezes PiS? Co jeszcze będzie musiał powiedzieć, by został uznany przez swoich wyznawców za szaleńca, fanatyka, opętanego nienawiścią do różnych osób, które w jego mniemaniu stanęły mu na drodze?

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci