Menu

podróże codzienne

Notatki z codziennych podróży przez czas...

„Wołyń” – świetny film, który nie powinien powstać…

monillion

 Obejrzałam w sobotę „Wołyń” – film bardzo dobry, któremu można zarzucić tylko jedno: że powstał. Brzmi to paradoksalnie i trąci cenzorskim stanem umysłu, ale może uda mi się ten wniosek uzasadnić, prezentując kilka refleksji, które mnie prześladują odkąd wyszłam z kina.

Świat nie stał się lepszy po premierze „Wołynia”. Oczywiście, to żaden zarzut, bo tak bywa w wypadku większości filmowych premier. Tutaj jednak był szlachetny zamiar poprawienia świata – przynajmniej tak odczytałam deklaracje, jakie w wywiadach (nie wprost) przedstawiał reżyser. Obawiam się jednak, że Wołyń czyni świat gorszym. Dodatkowym dramatem jest to, że dzieje się tak mimo, iż mamy do czynienia z bardzo  udanym dziełem artystycznym. Smarzowski miał dobre intencje, ale jak wszyscy wiemy, czasem służą one do brukowania piekła.  Myślę, że ten film zatruje dobre relacje, budowane z Ukrainą w ostatnich latach, tak jak zatruje nasze podzielone społeczeństwo, i tak już mocno przytrute wzajemną niechęcią.

 Smarzowski chciał, by jego film był przestrogą przed tym, do czego może doprowadzić podgrzewanie nacjonalistycznych nastrojów i odwoływanie się do prymitywnej siły zamiast dialogu między narodami. Z tego powodu reżyser zadbał o to, by wykreowany świat nie był czarno-biały. Wprawdzie widzimy stada banderowców mordujących Polaków, ale oglądamy też dobrych Ukraińców, którzy zachowują się przyzwoicie albo wręcz heroicznie. Podobnie wieloznacznie pokazani są Polacy, co uświadamia starania reżysera, by nie odpowiadać na zapotrzebowanie polityczne i nie tworzyć dzieła propagandowego, lecz artystyczne. Jednak ogólny wydźwięk tego filmu, spotęgowany przez okrutną rzeź, wypełniającą ekran przez ostatnie pół godziny – jest dość oczywisty. Sprawcami piekła, które się rozegrało na Wołyniu w 1943 roku, były podpite hordy Ukraińców ogarnięte żądzą zadawania najokrutniejszych cierpień tym, których pozbawiali życia – Polakom.

Jest w tym dużo bolesnej prawdy, ale artystyczna kreacja opiera się głównie na polskich historycznych przekazach, co decyduje o rozłożeniu akcentów w filmie.

 O przestawieniu historii z polskiej perspektywy pisze na łamach „Dziennika” Adam Balcer. Warto przeczytać artykuł, który powinien być obowiązkowym dodatkiem do filmu.

http://wiadomosci.dziennik.pl/opinie/artykuly/532479,ekspert-o-wolyniu-ten-film-to-zmarnowana-szansa-na-realne-pojednanie-z-ukraincami.html,komentarze-popularne,1#comment-3958883

 Tymczasem wystarczy poczytać wpisy internautów pod nim, by wiedzieć, że większości widzów nie interesuje przesłanie Smarzowskiego ani odkrywanie całej prawdy o tym, co się stało na Wołyniu. Film utwierdza ich w opinii o ukraińskiej winie i odkrywa „prawdę” o tym, jakie potwory (lub ich potomkowie) żyją za naszą wschodnią miedzą. Autor artykułu jest w ich opinii przykładem „banderowskiego szowinizmu i antypolskiej propagandy”, zdrajcy, któremu przyświecają jak najgorsze intencje. Oto jeden z przykładów emocji wylewanych pod jego adresem: „Jakieś pastuchy nam piszą ze my sie mamy jednac z Ukraincami ? Posiada ponoc jakis tytul nawet naukowy. Polak ma sie jednac z chocholami . Dla mnie osobiscie to obelga. Chocholy na kolanach powinni prosic o przebaczenie Polakow a jako ze ukraincy to nie narod tylko zlepek etniczny roznych ludow nie maja w temacie jednosci nic do powiedzenia. Polsce przede wszytskim powinien byc zwrocony lwow a potem mozna rozmawiac o jakiejs tam jednosci i przebaczeniu”(pisownia oryginalna)

 Film wszedł na ekrany w bardzo złym momencie. W Polsce zapanował dobry klimat do nakręcania nastrojów nienawiści i plemiennej jedności wobec wrogów. Przebija to wyraźnie z opinii, jakie zamieszczane są na prawicowych forach.

 Zatem przesłanie Smarzowskiego nie trafi na podatny grunt. Film nie zostanie odebrany jako uniwersalna opowieść o konsekwencjach narastającego konfliktu, który w sprzyjających okolicznościach (takich jak nihilistyczny chaos tamtej wojny) zostaje rozwiązany w najbardziej okrutny sposób. Będzie odczytany jako kolejny punkt na liście porachunków i krzywd. Będzie używany jako argument przeciw współczesnym Ukraińcom, mimo tego, że za Wołyń przepraszali (robił to w parlamencie ich prezydent) i mimo tego, że nie mordowali oni, ale ich przodkowie.

Ludzie, którzy, tak jak ja, uważają, że podniesienie ręki na drugiego człowieka – jest klęską wszystkich ważnych wartości – tego filmu nie potrzebują. Oglądanie wielu scen okrutnego maltretowania bliźnich było dla mnie torturą, mimo świadomości, że sceny te są częścią opowiadanej historii i częścią prawdy o tamtych czasach. Film mnie przetorturował (sceny odrąbywania członków, obdzierania ze skóry i rozrywania końmi mogą co wrażliwszych widzów przyprawić o PTSD, czyli post traumatic stress disorder), ale niczego nowego się z niego nie dowiedziałam. O zbrodniach słyszałam, ich ofiary mam we współczującej pamięci, a moje przeświadczenie, że nie można Wołyniem obwiniać dzisiejszych Ukraińców, pozostaje niewzruszone. Niestety, obawiam się, że film będzie wykorzystywany przez różne pseudo-patriotyczne środowiska jako maczuga, a nie inspiracja do przemyśleń i pozytywnej refleksji.

 Jest jeszcze jeden dobry powód, by żałować, że ten film powstał. Odświeża on straszną pamięć. Gdy dochodzi do takich zbrodni, jak te w byłej Jugosławii, Ruandzie lub na Wołyniu, wiadomo, że do pojednania może dojść dopiero, gdy umrze pokolenie, które było bezpośrednim świadkiem zbrodni. Albo, gdy odejdą ludzie, którzy znali i kochali ofiary. Dopiero ich potomkowie, mający większy dystans, są w stanie zdobyć się na wysiłek prawidziwego pojednania. I ten etap osiągnęliśmy w relacjach z Ukraińcami. Jego uzewnętrznieniem było to, co się stało na Majdanie. Obawiam się, że za sprawą tego filmu - drugiego Majdanu już nie będzie.

 Czytam głosy, że nie potrzebujemy pojednania, tylko rozliczeń i prawdy. A ja uważam, że dziś pojednanie jest ważniejsze. Tylko ono może stworzyć klimat do tego, by rozmawiać o prawdzie – polskiej i ukraińskiej oraz jakichś rozliczeniach. Ten film nas od tego oddala, nie ze względu na swoje braki, lecz ze względu na nieprzygotowanie odbiorców.

Życzę sobie, by mój osąd był mylny i za parę lat ktoś mi wytknął, że nie miałam racji, bo dopiero ten film otworzył nowy rozdział w naszych stosunkach z Ukrainą.

 

Komentarze (1)

  • Gość: [Paweł] *.centertel.pl

    Film jest hołdem i przywróceniem pamięci pomordowanym oraz ich potomkom. Rozumiem, że dla celów doraźnej polityki z filmem należało poczekać aż umrze ostatni kresowianin?

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci