Menu

podróże codzienne

Notatki z codziennych podróży przez czas...

Wina Tuska nadal w cenie, czyli moda na symetrię...

monillion

             Dzisiaj rano w TOKFM odbyła się krótka dyskusja na temat nowo obwiązującego prawa, zezwalającego na masową wycinkę drzew w Polsce. Wydawałoby się, że  ustawa jest  nie do obrony, tymczasem temu zadaniu podołał  publicysta Michał Szułdrzyński, znany z tego, że ilekroć ma skomentować absurdalne zachowanie PiS, zaraz poszukuje symetrii w szeregach opozycji lub dawnych rządach PO. Ta chęć przypodobania się wszystkim, a szczególnie rządzącej partii, skutkuje czasem produkcją idiotyzmów najwyższej próby.

           Dziś Szułdrzyński wynalazł jednakową obłudę w zachowaniu obu stron sceny politycznej. Okazuje się, że opozycja jest obłudna, bo krytykuje PiS za wolność, którą ten dał Polakom w sprawie wyrzynki własnego na własnym. To, rzekomo stoi w kontrze, do wcześniejszej fali krytyki, wytykającej PiS ograniczanie naszych praw poprzez łamanie konstytucji, niszczenie  niezależności TK, samorządów czy sądów. „I teraz, gdy PiS daje Polakom wolność, nadal zbiera łomot.” – argumentował publicysta.

 Jak widać, redaktor nie rozumie różnicy między tym, co powinno pozostać nienaruszone w sferze naszych wolności i co gwarantuje nam konstytucja, a dobrem wspólnym, którego ochrona wymusza pewne ograniczenia naszych zachowań. Tak jest w przypadku drzew, które rosnąc na działce przykładowego Szułdrzyńskiego, dają też chłód, cień i tlen jego sąsiadom. Te kwestie są zwykle wałkowane na lekcjach biologii już w szkole podstawowej, a potem powtarzane na kolejnych etapach edukacji. Jeśli Sz. o tym zapomniał, powinien pogadać ze swoimi dziećmi.

Obywatele protestujący na manifestacjach pod Sejmem chcieli, by PiS zaprzestał antydemokratycznych działań i nie zamieniał naszej wolności na uzależnienie od partyjnych central ‘dobrej zmiany’, które usiłują od roku zaorać i zmienić wszystko, niezależnie od tego, czy jest na to zapotrzebowanie czy nie. To nie znaczy jednak,  że w ramach dbania o wolność należy znieść przepisy ruchu drogowego i pozwolić ludziom jeździć według własnej fantazji, wolnej od wszelkich ograniczeń, czyli pod prąd, na czerwone i zygzakiem na skos. Jeśli się tego nie rozumie, warto zobaczyć, co się dzieje, gdy kierowani ułańską fantazją i poczuciem nieskrępowanej wolności, politycy PiS korzystają z pojazdów i kolumn uprzywilejowanych.

Figura symetrii pojawia się nader często w rozważaniach bardziej lub mniej zakamuflowanych wielbicieli PiS. Niedawno na Onet.pl czytałam wywiad z byłym ambasadorem Polski na Białorusi, który twierdził, że to co się zadziało w mediach po wyborach, było symetryczną reakcją na obowiązującą tam przez lata banicję prawicy. Pan ambasador, jak widać, nie dostrzega żadnej różnicy między tym, co pokazywała TVP za poprzednich prezesów i za czasów obecnie panującego Kurskiego. Nie dostrzega, bo tak wygodniej. Bo symetria rozgrzesza i usprawiedliwia, a komentującemu pozwala poczuć się lepiej, gdy wygina miękki kręgosłupik.

         W działaniach obecnie rządzącej hordy nie ma żadnej symetrii z tym, co było przed wyborami. Platforma popełniła sporo błędów i zapracowała sobie na łomot przy urnach, ale partia ‘dobrej’ zmiany to zupełnie nowa jakość na naszej scenie politycznej. By zrozumieć różnicę, wystarczy spojrzeć na grabież państwowych posad na skalę wcześniej nie spotykaną, na przejmowanie wszystkich możliwych mediów, na serial nocnych głosowań w sejmie i brak jakichkolwiek konsultacji z wyborcami i ekspertami lub choćby na jednostkowe przykłady kontrowersyjnych awansów teraz i przed wyborami.

Gdy Tusk wyjechał do Brukseli, przeniósł swojego wieloletniego współpracownika, skądinąd człowieka wykształconego i błyskotliwego, Igora Ostaszewskiego na ciepłą posadkę do Orlenu. Pierwszy sygnał oburzenia w mediach skutkował pospiesznym wycofaniem się PO z tej decyzji. O ile pamiętam aferę zgaszono w dwa dni. Tymczasem teraz trwa spektakl z dziwaczną miernotą, panoszącą się w MON, której awans stał się symbolem tego, co nadciągnęło wraz z PiS. Mam na myśli tsunami niekompetentnych, miernych, ale wiernych ‘naszych’, których dopuszczono do koryta. Różnica jest taka, że dziś nie ma takiego obciachu, którego ludzie z pierwszych szeregów PiS nie mogliby łyknąć. I tak Misiewicz, podobnie jak setki innych jemu podobnych, obecnie wyciągają nasz kraj z ruiny, podczas gdy inni nieudacznicy, w typie Waszczykowskiego lub Błaszczaka  podnoszą go z kolan. Policjanci wycinają papierowe konfetti, żołnierze salutują aptekarzom, myśliwi i drwale mają bal, a politycy rozbijają na drogach drogie limuzyny. W końcu kto im zabroni?  I tak za wszystko zapłaci wdzięczny podatnik, który właśnie odebrał swoje 500+ i zaznaczył w ankiecie telefonicznej, że największym zaufaniem darzy duet Szydło z Dudą.

A na koniec znajdzie się jeszcze  publicysta, który powie, że to nic nowego, bo zawsze było tak samo. Niby bzdura, ale uspakajająca. Dla władzy i dla obdarowanego kasą elektoratu. Zobaczymy tylko, gdzie będziemy za pięć lat… Nikt tego dziś nie wie, choć zapowiada się fatalnie. Jedno jest pewne- na pewno będzie to wina Tuska. 

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci