Menu

podróże codzienne

Notatki z codziennych podróży przez czas...

Nasz kraj murem podzielony...

monillion

     Byłam wczoraj z przyjaciółką w kinie „Wisła” na filmie „Lady M”. Podobno  reklamują ten obraz jako thriller erotyczny, co jest sporym nadużyciem, bo z thrillerem (do tego erotycznym) ma tyle wspólnego co Lady Macbeth z Lady Gagą. To raczej ciężki, klaustrofobiczny dramat  osadzony w wiktoriańskiej Anglii, gdzie faceci brzydcy jak sępy, a kobiety udręczone lub wygasłe. Chyba, że się jakaś wyszarpnie, jak bohaterka filmu, która wprawdzie trochę radości życia zaznaje, ale zaraz to się dla niej źle kończy.  Ta mroczna i mało rozrywkowa historia stała się jednak okazją do stworzenia dobrego filmu, w którym niemal każdy kadr mógłby być oprawiony w ramy i powieszony obok vermeerowskich reprodukcji. Nie o tym jednak chciałam opowiedzieć, ale o wrażeniach z placu Wilsona tego wieczoru.

           Po seansie stanęłyśmy z Agnieszką na moment przed kinem, by podzielić się wrażeniami z filmu, gdy nasz wzrok przyciągnął, przysłuchujący się naszej rozmowie, słup reklamowy, a konkretnie -  znajomy kształt w znajomych barwach, który do niego przylgnął. Na białym tle z łapami zanurzonymi w krwistej czerwieni wisiał na słupie orzeł nasz narodowy. Wisiał rozcapierzony i nieruchomy, bo taśma klejąca nie pozwalała mu ulecieć w przestworza ku zielonym lasom Kampinosu. Nie pomagała też dziura w jego korpusie, wyrżnięta równą kreską w kształt krzyża. Autor plakatu umieścił w niej makabryczny detal – dziecko nabite na widły.  Plakat przypominał o zbliżającym się dniu „pamięci ofiar ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II RP”  i celebracjach z tym związanych. Dla chętnych podano godziny i miejsca zgromadzeń, dla wątpiących – cytat z JPII o narodzie bez przyszłości.

plakat

Niestety na skutek nasilenia się przejawów dobrej zmiany na wyżej wspomniane treści reaguję nerwowo, by nie powiedzieć alergicznie, bynajmniej nie ze względu na brak umiłowania mojej ojczyzny. Chodzi raczej o stan umysłu tych, którzy takie plakaty rozwieszają, rocznice organizują i męczeństwo naszego narodu niosą na sztandarach, którymi zresztą chętnie łomoczą innych. Mój szacunek i współczucie dla ofiar przemocy jest jednakowy, niezależnie od ich narodowości i okoliczności, a na historię chciałabym spoglądać wyłącznie jako na źródło mądrości i wiedzy, o tym jak się podobnych rzezi i błędów wystrzegać. Mam wrażenie, że nie o to chodzi autorom plakatu.  Dziecko przebite widłami to symbol, który pielęgnuje złe emocje, wśród których dominuje potrzeba rewanżu i nienawiści do katów. Gdyby chodziło tylko o uczczenie ofiar to, czy godziłoby się je ukazywać jak trofeum, nabite na narzędzie rolne – i wyniesione trzy metry nad ziemią?

           Takie to niewesołe myśli ogarnęły mnie, gdy się już z Agnieszką rozstałam i ruszyłam na drugą stronę placu w stronę parku Żeromskiego. I tam czekała mnie niespodzianka – przepiękny rój kolorowych, lśniących motyli, unoszący się nad zielonymi krzewami, posadzonymi przy wejściu do parku. Motyle wykonane były z ceramiki i umieszczone na cienkich, metalowych szpilach, a mała tabliczka wetknięta obok informowała, że wykonano je podczas Nocy Muzeów. Nie wiem, jaki miał zamysł autor tej instalacji i czy przewidział, jak dużo uśmiechu i pozytywnych emocji wywoła.

motyle

 

Zrobiłam zdjęcia i poszłam przez park w stronę schodków prowadzących na Oficerski.  Po drugiej stronie na tle Fortu Sokolnickiego ustawiony był ekran. Przed nim rozłożono leżaki i krzesła, na których jakieś 200 osób oglądało film, na pierwszy rzut oka kojarzący się ze starą edycją Bonda. Podeszłam bliżej i zorientowałam się, że trwa projekcja obrazu „Another Country” z Colinem Firthem i Rupertem Everettem w rolach głównych. Film szedł w oryginale i dobiegał końca. Historię zakazanej miłości dwóch gejów w Anglii lat 30 tych oglądali w większości ludzie młodzi. Średnia wieku, na oko, to około 30tki. Sporo z nich z psami, rowerami, wózkami z dziećmi, trochę hipsterskich stylizacji, trochę dredów. Siedzieli poowijani w koce, popijając piwo lub wino, zasłuchani i skupieni. W oddali lśniły światełka porozwieszane na drzewkach przy fortowej kawiarence… Było coś magicznego w tym obrazku, tak innym od tego, który zaczepiał przechodniów przy kinie „Wisła”.

inny_kraj

Myślę, że na tym krótkim dystansie wyświetlił się jeszcze jeden film: Polska w soczewce. Kraj murem podzielony - jak śpiewał lider zespołu Kult. Po jednej stronie - fascynacja przeszłością, męczeństwem, śmiercią, potrzeba rozliczeń i grzebania w ranach, po drugiej – młodość, lekkość, radość życia oraz potrzeba tworzenia nowej, lepszej historii…

Jeden bilet do kina, a ile historii po drodze….

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci