Menu

podróże codzienne

Notatki z podróży przez czas...

Brazylia wybrała

monillion

 W przeddzień wyborów zapytałam znajomych w Paracuru, jak będą głosować. To są fragmenty naszych rozmów dla tych, którzy chcieliby wiedzieć, dlaczego wygrał Bolsonaro. 

...... Paracuru to mała miejscowość w północno- wschodnim stanie Ceara, która 15 lat temu weszła w okres szczególnej prosperity. To właśnie wtedy dotarli tu pierwsi kajciarze i odkryli najważniejsze bogactwo naturalne tego regionu - wiatr. Ciepły, równy pasat wieje tu od lipca do stycznia, ściągając na okoliczne plaże setki kajciarzy i windsurferów z całego świata. Dzięki ich obecności miasteczko - z dość niemrawego grajdoła - zmieniło się w centrum sportów wodnych z wieloma restauracjami, sklepami i hotelikami, serwującymi śniadania. Mieszkańcy Paracuru od lat głosowali, tak jak cały północy wschód - na PT (Partię Robotników) i jej prezydenta Lulę, a potem Dilmę. To właśnie tutaj Brazylijczycy najbardziej skorzystali z licznych programów pomocowych, wprowadzonych za prezydentury Luli i kontynuowanych do dziś. Dzięki nim mogli kształcić swoje dzieci w szkołach powszechnych i korzystać z obowiązkowych szczepień. Co ambitniejsi mogli je posyłać do odległej o 100 km Fortalezy na studia i zawodowe kursy. Mogli też zaciągać kredyty i zadłużać się nierozsądnie, kupując sobie pierwsze telewizory, pralki i samochody. Ta część Brazylii uważana była za bastion PT. W pierwszej turze wyborów najwięcej głosów zebrał tu lokalny kandydat, Sergio Gomes, pochodzący ze stolicy stanu, Fortalezy. Najprawdopodobniej mieszkańcy Ceary uznali, że "swój prezydent" byłby szansą na rozwój tego zacofanego regionu. W drugiej turze 70% wybrało Haddada, jednak prezydentem będzie ten, na którego zagłosowała ceareńska mniejszość. Rozmowy zapisane poniżej pokazują motywacje wielu brazylijskich wyborców. (Z przyczyn oczywistych nie ujawniam danych moich rozmówców.)

"R"- 45 lat, żona, syn, wnuki, - Na pewno już nigdy nie zagłosuję na PT - mówi - A dlaczego? - Zobacz, co zrobili z tym krajem. - Widzę. Na przykład, wyciągnęli ze skrajnej biedy miliony ludzi, wprowadzili programy socjalne, które wspierają edukację i ubogie rodziny, takie jak bolsa familia... - Po pierwsze z tymi milionami to liczby są zawyżane, po drugie - dawali trochę biednym, a przy tym strasznie kradli. Bolsa familia to był program poprzedniego prezydenta (FH Cardoso), a oni tylko pozmieniali nazwy. - Ale efekt jest - nie daję za wygraną - Tak, ale te programy rujnują kraj. Rozumiem, że trzeba pomagać biednym i słabym, ale trzeba to wsparcie jakoś ograniczać: wykształcić dzieciaka, przygotować do pracy, a potem wio na rynek, a nie tak jak jest teraz, że ludzie wiszą na zasiłkach latami. To demoralizuje społeczeństwo i ciągnie nas w stronę Wenezueli. - A co cię przekonuje do Bolsonaro? - pytam - Wiem, że on mówi za dużo i często są to bzdury, ale jakby chciał robić coś złego, to powstrzyma go kongres. To nie jest tak, że on może wszystko. A my potrzebujemy zmiany. PT rządziła przez ostatnie 16 lat. I co? Że niby teraz coś zmieni? Na Bolsonaro głosują prawie wszyscy moi znajomi, którzy mają dość rządów tamtych złodziei. Poza tym, on ich rozliczy. - Skąd masz tę pewność? - Oni się go potwornie boją, bo może sprawić, że zacznie się nowe śledztwo, przy którym Lava Jato to będzie mały pikuś. Jak służby federalne wejdą do banku rozwoju, to Lula i jego kumple nie wyjdą zza krat do końca życia. - Ale Bolsonaro jest w polityce od 30 lat. Skąd wiesz, że nie jest umoczony? - Bo gdyby był, to by mu już coś wyciągnęli.

"L" - caseiro, czyli pracownik domowy, opiekujący się ogrodami i domami gringos, 40 latek, niepiśmienny (w Brazylii analfabetyzm sięga 9 %; w stanach północnowschodnich, najuboższych dochodzi nawet do 16, a w bogatych południowych spadł do 3%. W Cearze, gdzie mieszka "L" - jest 12% niepiśmiennych, wśród starszych - więcej. Gdyby ktoś zbadał analfabetyzm funkcjonalny - wyniki byłyby dużo gorsze.) "L" ma żonę i dwoje dzieci. Wszyscy są na zasiłku. - Na kogo zagłosujesz w tę niedzielę? - Nie wiem, proszę pani. - Ale kogoś musisz wybrać, bo wybory są obowiązkowe. - No właśnie, niestety - odpowiada ze śmiechem. - To którego z tych złodziei wolisz? - Chyba Bolsonaro, a pani? - Sama nie wiem, co ci doradzić. Chciałabym wiedzieć, ale to trudny wybór.

"B" - młody instruktor kajta, zna podstawowy angielski i francuski, zarabia, dając lekcję obcokrajowcom. - Tylko Bolsonaro... No, czemu się tak dziwisz. Zobaczysz, że on wygra i naprawi ten kraj. - A słyszałeś, że chce wyciąć Amazonię? - To bzdura, nic takiego się nie stanie. A Amazonia to nie tylko Brazylia, więc jej stan nie zależy tylko od nas. Poza tym nie będzie się tam wtrącał. - A to, że nienawidzi biednych i Indian? I że ludzie z Ceary zapewne obchodzą go tyle, co zeszłoroczny wiatr? - To nieprawda. Zobaczysz, że on nam pomoże, bo wie, jak małe ma tu teraz poparcie. Będzie chciał to zmienić, żeby wygrać następną kadencję i z tego powodu zajmie się tym regionem. Myślę, że on tu dużo zmieni. - Mam nadzieję.

"D" - 50 lat, w ciągu dnia pracuje w urzędzie miejskim, a wieczorami pomaga żonie w prywatnej firmie. Jego syn za prezydentury Dilmy Rousseff zdobył dyplom inżyniera na stanowej uczelni w Fortalezie, a teraz pracuje w tamtejszym wydziale sprawiedliwości. Drugi syn uczy się w Paracuru. Rozmowę zaczyna od usprawiedliwienia. - Mamy taki wybór: albo niepewna szansa na zmianę, albo stuprocentowa pewność dalszej grabieży. Co byś wybrała na moim miejscu? - Nie wiem, ale jak się ich postawi obok siebie - to jeden wykształcony i inteligentny z doświadczeniem w zarządzaniu wielkim miastem, a drugi bez edukacji, dorobku i raczej prymityw, nie sądzisz? - Im bardziej inteligentny, tym większy krętacz. I złodziej. Poza tym wpisz sobie w Google'a po portugalsku: najgorszy burmistrz w dziejach Brazylii i zobacz, kto ci wyskoczy. - Domyślam się: Haddad. - Obiecał zmienić Sao Paulo, jak zaczynał swoją kadencję i nie zrobił nic. Na obiecankach się skończyło. To samo będzie z Brazylią

"Z" - 43 lata, nauczyciel, ojciec dwójki małych dzieci. Ma dość przemocy, która w Brazylii jest wszechobecna i zatruwa również spokojną atmosferę Paracuru. W lokalnych mediach regularnie pojawiają się doniesienia o morderstwach, napadach i gwałtach. "Z" chciałby przede wszystkim, by jego dzieci były bezpieczne. - Jaką ma to dla ciebie wartość? - pyta mnie, podnosząc ze stołu plastikową zapalniczkę. - Żadną. - No właśnie, a tutaj możesz w sekundę zginąć z jej powodu, tylko dlatego, że trafisz na jakiegoś naćpanego bandytę w złym momencie. I oni mają więcej praw niż my. Nie chcę żyć w kraju, w którym bandyta jest bardziej chroniony niż ofiara. - A myślisz, że jak Bolsonaro rozda ludziom broń, to będzie bezpieczniej? - Już teraz można mieć broń, jak się chce. Nie ma z tym najmniejszego problemu. I bandyci mają jej pełno. - A co z edukacją? Wydaje mi się, że to jest najważniejsze. - Tak, podobnie jak służba zdrowia i bezpieczeństwo. Brazylia to strasznie skomplikowany problem. Najlepiej by było, gdyby się dało wymienić cały kongres i klasę polityczną, ale to niemożliwe. Mam nadzieje, że Bolsonaro coś zmieni, bo ma wokół siebie sensownych ludzi. Oczywiście, że nie rozwiąże wszystkich problemów, ale jedno jest pewne: PT jest gorsza. Nie ma lepszego wyboru.

"V" - pochodzi z Amazonii, w Paracuru mieszka od kilku lat z mężem i dwójką malutkich dzieci; pracują oboje online dla komputerowej firmy z Europy,  nie mogą pojąć, jak ktoś może głosować na takiego łajdaka jak Bolsonaro. - Płakać mi się chce, jak słyszę, że on ma być prezydentem mojego kraju. To jak zły sen, z którego bardzo bym się chciała obudzić. Problem polega na tym, że u nas wszyscy muszą głosować, a niewielu potrafi czytać ze zrozumieniem, a co dopiero rozumieć politykę. Ludzie szukają łatwych rozwiązań. - No, ale PT też ma sporo za uszami. Zawiedli swoich wyborców, nakradli i trudno się dziwić, że ludzie są rozczarowani. - Tak, ja głosowałam na zielonych i Marinę Silvę, ale jak wiadomo, w Brazylii, jak ktoś jest naprawdę wartościowy, to w polityce nie ma szans.

Dziś Brazylia wybrała. Postawili na niepewną zmianę i pokazali czerwoną kartkę złodziejom. Jak napisał komentator Guardiana, Lula wiele obiecał, ale wyniku nie dowiózł, a to spowodowało falę ogromnego rozczarowania i frustracji. Fala przybrała rozmiar tsunami, gdy okazało się, że jego partia zbudowała struktury umożliwiające grabież kraju na ogromną skalę. W ten sposób wpisała się w tradycję, bo Brazylia jest okradana od 500 lat. Najpierw przez portugalskich kolonizatorów, potem przez wielkich plantatorów i oligarchów, a od XX wieku przez różnej maści polityków i prywatnych biznesmanów.

A jest tu co kraść. Niedługo zapewne zostanie nagłośniona kolejna wielka afera, dotycząca banku rozwoju gospodarczego BNDES, którego budżet w roku 2014, wynosił 286 mld US $ (!) i z którego, nielegalnie wyprowadzono gigantyczne pieniądze. Gdy opowiadam tu, że polski minister stracił robotę, bo wykryto, że ma na ręce zegarek nieustalonego pochodzenia, nikt mi nie wierzy. Tu, jak biedny ukradnie chleb, idzie do więzienia, a jak bogaty -miliony, to idzie do kongresu. Tak mówił w wywiadzie kiedyś sam Lula.

Brazylijczycy wybrali dziwoląga, który przestraszył świat kontrowersyjnymi wypowiedziami. Nie znaczy to jednak, że oszaleli i stali się nagle wszyscy homofobami, faszystami czy mizoginami. Nie obchodzi ich, co ten facet wygaduje, bo uważają, że to tylko słowa. Wierzą, że demokracja jest na tyle silna, by uchronić ich przed ewentualną katastrofą. A na Haddada nie chcą głosować, bo do PT stracili zaufanie. Wolą kogoś 'gorszego od Trumpa' niż 'tych samych złodziei'. Nie jest to pierwsze, ani ostatnie społeczeństwo, które zmuszone do wyboru między dżumą i cholerą, zaczyna zaklinać rzeczywistość. Trzymam kciuki za ich wybory, bo wydaje mi się, że w idealnym świecie do rozwiązania brazylijskich problemów potrzebny byłby panel noblistów ze wszystkich, najważniejszych dziedzin gospodarki. W idealnym świecie, jednak, tak piękny kraj, jak Brazylia, nigdy nie został by doprowadzony do stanu, w jakim jest dzisiaj.

Komentarze (1)

Dodaj komentarz
  • nazumi13

    To smutne...Zrozumieć, czym się kierowali wyborcy
    oczywiście - można. (Przy okazji dziękuję z ten tekst).
    Ale skutki mogą być tragiczne nie tylko dla Brazylii,
    w której nie tak dawno zniesiono pozostałości
    niewolnictwa a szacunek dla ludzkiej osoby
    bywa fikcją, ale również dla świata, który ucierpi w
    wyniku rżnięcia Puszczy Amazońskiej i innych
    lasów.
    Kiedy Niemcy wybierali Hitlera też można było ich
    wybór jakoś zracjonalizować. A wiara w to, że słowa
    nie zmienią się w czyny, to najczęściej zwykła głupota...

© podróże codzienne
Blox.pl najciekawsze blogi w sieci